Odcinek 96,
w którym nie jesteśmy gęsiami i własną religię mamy.
5 lipca 1904 roku car Mikołaj II otrzymał telegram donoszący o nietypowych zachowaniach wśród części koczowniczej ludności Ałtaju, regionu leżącego na południowo - zachodnich krańcach rosyjskiej Syberii. Wiadomość dotyczyła grupy nomadów zebranych od kilku dni w dolinie Tereng, nieopodal Kyrłyku. Gdy przedstawiciele władz przybyli na zgromadzenie i nakazali jego rozwiązanie, zebrani odmówili, dodając rzekomo, że niedługo pojawi się car “Ojrat- Japon”. Rewelacje te zaniepokoiły lokalną administrację zwłaszcza wobec trwającej wojny z Japonią, którą podejrzewano o agenturalną działalność wśród azjatyckich etnosów Imperium, do których Ałtajczycy, zwani przez Rosjan Kałmukami*, się zaliczali. Wobec zdawkowości informacji, rząd polecił gubernatorowi Konstantynowi Starynkiewiczowi**, aby sam rozeznał się dokładniej w sytuacji przed podjęciem jakichkolwiek działań.
Kilka dni później Starynkiewicz donosił z ulgą, że całe zamieszanie nie ma żadnego wymiaru politycznego i jest wynikiem jakichś “lokalnych zabobonów” i wierzeń “zacofanych Azjatów”. Dla całkowitego rozwiania wątpliwości dodawał też, że zebrani czekali na legendarnego wodza o imieniu Ojrat, a “Japona” dołożyli do tego miana sąsiadujący z nomadami rosyjscy osadnicy nakręceni propagandą wojenną i zaniepokojeni masowym zgromadzeniem. Rząd centralny uznał sprawę za zakończoną - kto by tam rozumiał jakieś “pogańskie” wierzenia. Dla Ałtaju i jego mieszkańców, bez względu na pochodzenie, wiarę i status społeczny sprawa była jednak daleka od zakończenia i to pomimo faktu, że władze, gdy nie zadziałała perswazja, rozpędziły zgromadzenie siłą. Szybko miało się jednak okazać, że był to dopiero początek zamieszania, które, żeby było weselej, jest dalekie od zakończenia po dziś dzień.
Zacznijmy od tego, kim są ałtajscy nomadzi. Wbrew nazewnictwu z czasów imperialnych, nie są oni żadnymi Kałmukami. Tureckojęzyczna ludność, która dzisiaj zamieszkuje Republikę Ałtajską (nie mylić z Krajem Ałtajskim) wywodzi się w dużej mierze od plemion, które kiedyś żyły nieco dalej na południe, na terenach chanatu Dżungarskiego. Dżungarowie, zwani też Ojratami, rządzili terenami od południowej Syberii do Kirgistanu i od zachodniej Mongolii do Kazachstanu między XVII wiekiem i połową XVIII. Kres chanatowi położyły ataki dynastii Qing*** i wewnętrzne spory. Chiny zgotowały swoim nowym poddanym masowe mordy, które doprowadziły do wyniszczenia olbrzymiej większości populacji. Część plemion uciekła na ziemie rosyjskiego Ałtaju leżące na północ od ich wcześniejszych siedzib. Tam, po złożeniu przysięgi poddaństwa carycy Elżbiecie, dostali pozwolenie na osiedlenie się i obietnicę ochrony.
Uchodźcy, będący mieszanką plemion tureckich, mongolskich i ugrofińskich, po przybyciu spotkali na miejscu tureckojęzycznych Czarnych Tatarów i Górskich Kałmuków. Nazwy te pochodzą od Rosjan i nie oznaczają, że te grupy miały coś wspólnego z Tatarami znad Wołgi czy mongolskimi Kałmukami. Z czasem doszło do zatarcia się granic między potomkami przybyszów i autochtonów oraz turkizacji mongolskich i ugrofińskich plemion. Nie oznacza to jednak, że powstała jedna panturkijska identyfikacja dla wszystkich grup, które używały tureckiego i mieszkały w rejonie rosyjskiego Ałtaju. Podziały istniały i wywodziły się z faktu, że różne klany zajmowały różne części regionu. Co do pamięci o czasach chanatu, to początkowo najmocniej akcentowano negatywne, wręcz traumatyczne doświadczenia, takie jak liczne wojny wewnętrzne czy prześladowanie tureckich szamanów przez buddyjskich Ojratów.
Struktura społeczna i administracyjna przybyszów nie zmieniła się za bardzo. Rosjanie generalnie zachowali podział na grupy zwane “duchin”, na czele których stali liderzy zwani “zai-san”. Podstawą rozróżnienia były więzy krwi. W skład duchinu wchodziły rodziny, które wywodziły swoje pochodzenie od wspólnego przodka i były w jakiś sposób spokrewnione ze sobą. Dużą rolę odgrywali szamani, którzy byli postrzegani jako strażnicy tradycji oraz kontakt ze światem duchów, przodków i bóstw. Kontakty te, jak wierzono, umożliwiały zasięgnięcie porady w różnych kwestiach. Na przykład - jak rozwiązać spory między rodzinami, czy dokupić bydło, czy je sprzedać etc. Chodziło też o zdobycie przychylności nadnaturalnych sił, które według wierzeń odpowiadały za to, czy wyrośnie trawa dla zwierząt, czy bydło będzie miało młode, czy da mleko, czy rzeki będą czyste i pełne ryb itd.
Wierzono w liczne bóstwa i duchy, które miały dysponować znaczną mocą i które człowiek mógł w jakiś sposób obłaskawić i sprawić, aby zadziałały na jego korzyść. Powszechne było utożsamianie bóstw i duchów z materialnymi rzeczami i zjawiskami naturalnymi. Szamani byli tymi, którzy wiedzieli, do kogo zwrócić się (i w jaki sposób), aby zwiększyć szansę na dobry obrót spraw. Z tego powodu cieszyli się dużym szacunkiem wśród członków swojego klanu i byli postrzegani jako osoby kluczowe dla jego przetrwania. Należy zauważyć, że nie istniała jedna “szamańska religia” ze spójnym panteonem i powszechnie przyjętymi wierzeniami oraz praktykami. Oczywiście pewne motywy były powszechniejsze, a inne mniej, ale generalnie to każda grupa miała swoje przekonania, rytuały i ulubione obiekty kultu. Wydaje się, że promowany przez Ojratów buddyzm nie zmienił wiele w wierzeniach ich tureckich poddanych.
Po osiedleniu się w rosyjskim Ałtaju doszło do stabilizacji ekonomicznej i społecznej. Władze przydzieliły migrantom około 77 tysięcy km kwadratowych terenu na wyłączność i generalnie nie ingerowały w ich sprawy. Była to dość charakterystyczna cecha Imperium w odniesieniu do niesłowiańskiej ludności Wschodu. Podobnie sprawy miały się w przypadku większości grup rdzennych ludów Syberii - póki podatki były grzecznie płacone na czas, car i jego zarządcy woleli zajmować się innymi sprawami niż kwestie malutkich ludów (Ałtajczyków do XX wieku nie było więcej niż 25 tysięcy) na peryferiach. Sytuacja ta zaczęła się zmieniać w 2. połowie XIX wieku, głównie z powodu zniesienia pańszczyzny w 1861 roku. Nie towarzyszyła jej żadna sensowna reforma rolna, wobec czego chłopi, choć teraz wolni, często nie mieli wystarczająco dużo ziemi, żeby się utrzymać (stąd powiedzenie, że chłopom “zdjęto kajdany razem z butami”).
Jednym z rozwiązań problemu głodu ziemi (prowadzącego często do dosłownego głodu) były przesiedlenia ubogiego chłopstwa na tereny za Uralem. Proces ten nie ominął Ałtaju i był początkiem końca “nomadycznego raju”. Rosjanie, dotąd niezbyt liczni, zaczęli masowo osiadać w regionie, przynosząc ze sobą swoją kulturę i sposoby życia. Do tej pory kontakty Ałtajczyków z Rosjanami były ograniczone głównie do urzędników, żołnierzy i handlarzy. Jeśli chodzi o “zwykłych ludzi”, to mieli styczność z grupami staroobrzędowców, ale te były dość zamknięte i skupione na sobie. Teraz sytuacja uległa diametralnej zmianie. Szacuje się, że pod koniec XIX wieku Rosjan było już więcej niż tureckojęzycznej ludności. Masowa migracja sama w sobie jest czynnikiem wywołującym obawy i niepokój. Dodajmy do tego fakt, że i przybysze i tubylcy byli w większości prostymi ludźmi nierozumiejącymi innych kultur i nieznającymi sposobów rozwiązywania problemów, które były w takich przypadkach częste.
Części osadników nie wystarczały przyznane im ziemie i spoglądali na tereny przypisane do Ałtajczyków. Państwo starało się temu przeciwdziałać, obejmując je tymczasową ochroną, ale to nie rozwiązywało problemu, a raczej go zamrażało. Migracje spowodowały też ekspansję cerkwi prawosławnej w regionie. Większość duchowieństwa i świeckich koncentrowała się na “swoich”, rosyjskich etnicznie osadach, ale byli także tacy, którzy chcieli prowadzić misje i wychodzić z religią do inorodców****. Z czasem takie inicjatywy zyskały poparcie części hierarchów i zaczęły odnosić pierwsze sukcesy. Kolejną konsekwencją masowego napływu było rozbudowanie struktur administracji i instytucji państwowych, które teraz mogły być bliżej, a więc i dokładniej przyglądać się swoim poddanym. To wszystko wywoływało strach mieszkańców Ałtaju przed rusyfikacją, chrystianizacją i zwiększeniem obowiązków na rzecz państwa.
Jak gdyby było mało napięć wytworzonych przez czynniki zewnętrzne, to równolegle trwały procesy daleko idących zmian wewnętrznych. Już w XIX wieku zaczął rozpadać się system klanów. Wiele z nich połączyło się z innymi w większą grupę, zwaną obozem (aił). Na ich czele stawali teraz wybieralni, a nie dziedziczni wodzowie. Była to prawdziwa rewolucja, jeśli chodzi o tożsamość, której podstawą nie było już pochodzenie od legendarnego wspólnego przodka, a przynależność do konkretnego obozu, znacznie bardziej liczebnego niż klan. Zmieniła się też struktura elit, które musiały teraz w większym stopniu zabiegać o uznanie ze strony tych, którzy im podlegali. Zostanie wodzem nie było już przyrodzonym prawem danej rodziny. Podobnie było z szamanami. Dla ludzi z klanu X, teraz w obozie Y, nie było oczywiste, że aby bydło się cieliło, należy modlić się do Z, w sposób jaki promował czarownik dawnego klanu A.
Odbiciem tych wszystkich rewolucji i napięć były daleko idące zmiany w zbiorowej pamięci, które widać pod koniec XIX wieku. Czasy Dżungarii stały się Złotym Wiekiem, w którym nomadzi byli zjednoczeni, wolni i niczego im nie brakowało. To znaczy - dokładnie na odwrót niż w obliczu zagrożenia kolonizacją rosyjską, chrystianizacją i rosnącą kontrolą ze strony Imperium. Mongolscy wodzowie, których wcześniej wspominano jako wykorzystujących Turków do krwawych wojen i prześladujących rdzenne kulty, stali się bohaterami i wzorem sprawiedliwych władców. Niektórzy zyskali status nieomal półbogów, na czele z Ojratem. Według badaczy jest on amalgamatem różnych chanów. W opowieściach, oprócz czynów faktycznych władców, przypisuje mu się nadprzyrodzone zdolności. Od początku XIX wieku ałtajscy Turcy zaczynają określać się mianem “ludu Ałtaju”, a od lat 70. zaczynają używać też miana “ludu Ojrata”.
Zjawisko transferu tożsamości i tradycji nie jest unikalne. Można je zaobserwować u wielu grup funkcjonujących dotychczas “na uboczu”. Badacze uważają, że takie apropriacje są przejawem rosnącego poczucia odrębności i zagrożenia. Formująca się grupa definiuje samą siebie wobec innych, które często mają już swoje symbole, legendy i powody do dumy. To sprawia, że tworząca się społeczność nie chce być “gorsza” i pragnie pokazać, że “my nie gęsi i swoją historię mamy”. Katalizatorami tego procesu wśród Ałtajczyków było łączenie się w obozy dające im szerszą tożsamość (która w końcu rozrosła się do poczucia wspólnoty z całą tureckojęzyczną ludnością regionu), zmiany w elitach i napór ludności rosyjskiej, która była znacząco inna i miała swoje symbole, legendy i wiarę. W uproszczeniu można powiedzieć, że wobec tego Ałtajczycy stwierdzili, że oni nie są wcale gorsi i też stanowią taką grupę.
I w ten sposób dochodzimy do burchanizmu, bo procesy, o których mowa, nie oszczędziły sfery wierzeń i religii. Nowa - stara tożsamość (co charakterystyczne, w mniemaniu ludzi w nią zaangażowanych jest ona odwieczna) domagała się nie tylko bohaterów i mocarstwowej historii, ale także godnej tak znacznego ludu religii. Wspomniałem już, że w wyniku łączenia się klanów zmniejszył się autorytetu szamanów, a ich kompetencje zaczęły być podważane. Oczywiście, co również znamienne w takich przypadkach, wynalezienie nowych wierzeń jest często przedstawiane jako powrót do starych po odrzuceniu zniekształceń, które rzekomo miały pojawić się dopiero jakiś czas temu. Nie podważano więc wierzeń przodków (wszak byli oni wielcy i to na nich właśnie mamy się wzorować), a raczej oskarżano szamanów, że się tym starożytnym wierzeniom i praktykom sprzeniewierzyli i w ten sposób dopuścili się zdrady oraz stracili moc.
W kwestiach duchowych również zaczęto nawiązywać do ojrackiej przeszłości, oczywiście już w wersji mocno przerobionej, według której była ona Złotym Wiekiem. Nie bez znaczenia był fakt, że motywy z niej pochodzące były kojarzone przez wszystkich, bez względu na klan do którego należała dana osoba. Olbrzymi wpływ na kształtującą się społeczność i jej pamięć mieli tak zwani “kaiczi”, pieśniarze wychwalający czyny mitycznych postaci jak wspomniany już Ojrat Chan, Amyr Sana czy Szunu. Zamiast klanowych bóstw skupiano się na Ucz Kurbustanie, Ten-gere, Erliku czy Burchanie. Czasami nadprzyrodzone istoty zlewały się w jedno z faktycznie istniejącymi ludźmi. Pieśniarze byli bardzo szanowani. Niektórzy z nich, zwani “eelu kaiczi”, stali się dla wielu nowymi szamanami. Spora część ludzi wierzyła, że mają oni kontakt ze światem bogów i że to stamtąd otrzymują swoje pieśni i historie.
No dobra, zajmijmy się samym Ojratem, najpopularniejszą postacią opisywaną w utworach kaiczi. Opowieści o nim różnią się, ale mają pewne cechy wspólne. Dawno, dawno temu żył wielki chan o imieniu Ojrat. Rządził on Ałtajem w sposób sprawiedliwy - bronił poddanych, dbał o to, aby nikt ich nie krzywdził i pouczał ich, aby dbali o siebie nawzajem. Pełna sielanka, która jednak skończyła się wraz z nadejściem demonicznych obcych gnębicieli. Wobec tego Ojrat, sfrustrowany niemożnością pokonania wroga, postanowił wyprawić ludzi w bezpieczne miejsce i odejść. Na pożegnanie odciął swojemu koniowi ogon oraz ściął drzewo na wysokość strzemion. Ogłosił, że powróci, gdy ogon odrośnie, a drzewo będzie tak wielkie, że jego liście będą mogły dać schronienie całej armii. Razem z nim wróci dobrobyt i wieczne lato. Zwiastunem powrotu Ojrata miały być ruchy lodowca na Biełusze***** i świadectwo małej dziewczynki. Poznać będzie go można zaś po białym koniu i ubiorze.
W maju 1904 roku ałtajski pasterz, niejaki Czet-Czełpan, ogłosił, że zeszłej nocy ukazało mu się trzech jeźdźców. Dwóch było ubranych normalnie i dosiadało zwyczajnych koni, ale jeden był odziany tylko w biel i dosiadał też konia tej maści. Gdy dostojny gość przemówił, Czet nie rozumiał ani słowa, ale z pomocą przyszli towarzysze Białego Jeźdźca i zaczęli tłumaczyć jego słowa, które brzmiały:
Byłem i będę po kres wieków. Jestem wodzem Ojratów [...]. Ty Czet jesteś grzesznikiem, ale Twoja córka jest czysta. Za jej pomocą zaniosę me przykazania całemu ludowi Ałtaju[...]
Jeździec był więc samym Ojratem, który powrócił, aby odtworzyć koczowniczy raj na ziemi. Zalecał on swoim podwładnym i wyznawcom, aby nie palili tytoniu******, zabili wszystkie koty, nie ścinali drzew, nie zabijali cielaków, nie spożywali krwi zwierząt, witali się za pomocą zwrotu “Jukszi!” (Dobrze!), każdego ranka i wieczoru rzucali zaś kilka kropel mleka na każdą ze stron świata. Poza takimi obyczajowymi radami, Ojrat nakazywał też zniszczenie bębnów należących do szamanów, gdyż służą one do oddawania czci diabłu. Biały Jeździec objawiał Burchana jako najwyższe bóstwo. Zabraniał jedzenia z tych samych naczyń co ałtajscy chrześcijanie i nie pozwalał na kontakt z Rosjanami, których Ałtajczycy powinni teraz uważać za wrogów. Braćmi dla Ałtajczyków miały być “Słońce i Księżyc”. Zapowiedział koniec rosyjskiej dominacji i ponowne zjednoczenie wszystkich ludów stepowych pod swoją władzą.
Po wyłożeniu swoich nauk Ojrat i jego towarzysze odjechali w stronę szczytów. Czet zaś udał się do swojego obozu i opowiedział o całym zajściu. Wielu uznało je za prawdziwe, a wieści zaczęły roznosić się po innych społecznościach Ałtajczyków. W końcu zdecydowano się na zwołanie ogólnego spotkania w celu oddania się pod opiekę Burchana. Miało doń dojść w dolinie Tereng, nieopodal góry Kyrłyk. W osiem dni zjechało tam około cztery tysiące ludzi, a więc około ⅕ ogólnej populacji tureckiej w regionie. Pielgrzymi przynieśli ze sobą cenne dary, zbudowano miejsca kultu i przez następne trzy dni składano ofiary i modlono się, czekając na objawienie Burchana. Każdego dnia czternastoletnia córka Czeta udawała się na szczyt góry, gdzie miała jakoby rozmawiać z bóstwem. Wracała wieczorem i wykładała zebranym posłannictwo otrzymane od boga i obiecywała rozliczne cuda, które miały je potwierdzić.
Po trzech dniach zebranym nomadom ukazał się jeździec z przepiękną młodą kobietą jako towarzyszką. Podjechał do grupy wodzów i pozdrowił ich trzykrotnym okrzykiem “Jakszi!”, po czym zaczął swoją przemowę:
Niech Ci, którzy wierzą, odwrócą wzrok od słońca i księżyca. Czcijcie Ojrata! On bowiem był, jest i będzie, bo jest nieśmiertelny. Wkrótce powróci do was, jeśli uwierzycie i zrobicie to, co wam powiem. Wybierzcie spośród siebie jednego wodza, a reszta niech złoży mu przysięgę posłuszeństwa [...].
Większość zebranych złożyła hołd jeźdźcowi, ale niektórzy nie - głównie ci, którzy zdążyli już przyjąć chrześcijaństwo. Twierdzili oni, że objawienie jest ustawione na tej zasadzie co znany im rosyjski teatr. Zwolennicy nowej religii przywiązali sceptyków do drzew i bili, dopóki ofiary nie zgodziły się na złożenie pokłonów. Po rozprawie z opornymi wybrano jednego władcę - został nim niejaki Kityk Elbud. Potem nastąpiło wdrożenie nowych zwyczajów (oczywiście prezentowanych jako powrót do korzeni) w życie codzienne. Rosyjskie relacje mówią o znaczących zmianach w wyglądzie osad - zaprzestano ofiar ze zwierząt, zniszczono rzeźby bóstw i szamańskie bębny, a samych szamanów często spotykały ciężkie pobicia. Wyrzucano także przedmioty pozyskane od Rosjan, a oni sami spotykali się teraz z dużą nieufnością ze strony tureckojęzycznych sąsiadów. Najciężej mieli jednak ałtajscy chrześcijanie i szamani.
Nowa religia wywołała duży entuzjazm wśród Ałtajczyków. Zgromadzenie w dolinie Tereng urosło liczbowo. Zaniepokojeni Rosjanie zaczęli się zbroić i prosić władze o interwencje - i tak dochodzimy do wydarzenia z początku tekstu. Po tym jak okazało się, że zgromadzenie nie ma nic wspólnego z polityką, a jest efektem religijnego poruszenia, sytuacja uległa pewnemu rozluźnieniu. Jednak wobec przeciągającego się zebrania, władze nakazały się rozejść. Rozkaz ten został jednak zignorowany, wobec czego milicje złożone głównie z Rosjan uderzyły na obozowiska - tym razem to wyznawcy nowej religii zaliczyli, jak to się mówiło u mnie w gimbazjum, przekopkę. Warto nadmienić, że Rosjanom towarzyszyli ałtajscy chrześcijanie, którzy, zgoła niechrześcijańsko, wzięli w ten sposób odwet za lanie, jakie zafundowano ich współwyznawcom kilka dni wcześniej.
Czet i kilka osób z jego otoczenia stanęli przed sądem, który w 1906 roku wydał wyrok uniewinniający. Burchanizm był zatem legalny i mógł rozwijać swoją doktrynę, zwyczaje i działalność misyjną. Jego prorokinie (dziewczynki we wczesnym wieku nastoletnim), pod czujnym okiem Czeta i jego ludzi, głosiły coś na kształt henoteizmu******* z Burchanem jako jedynym bogiem godnym czci i Ojratem jako boskim posłańcem, który miał zaprowadzić nowy Złoty Wiek. Sporą rolę w propagowaniu nowej religii, obok prorokiń, odgrywali pieśniarze. Rosyjscy badacze i duchowni często wspominali, że nowa wiara była poetycka i silnie oddziaływała na emocje. Obok walorów artystycznych miała jednak też swoją ciemną stronę - niszczenie starej kultury, prześladowanie szamanów i osób, które chciały korzystać z ich usług. Wobec częstych ataków, władze rosyjskie w 1908 roku ogłosiły, że biorą szamanów pod swoją ochronę i każdy akt przemocy przeciw nim będzie ścigany i karany.
Najważniejszym skutkiem nowej religii nie były jednak same zmiany w rytuałach czy przejście na bardziej monoteistyczny kult. Ałtajczycy, którzy przyjęli burchanizm, stawali się czymś na kształt nowoczesnego narodu - z własną mitologią, silnym poczuciem więzi i wspólnego interesu, a także pragnieniem stworzenia organizacji politycznej, która dałaby tej wspólnocie szansę na definiowanie i realizowanie swoich interesów. Oczywiście procesy, które do tego doprowadziły, już trwały (o czym pisałem wyżej), ale burchanizm był niejako ich ukoronowaniem i zjawiskiem, które je nasilało i skonsolidowało. Tak jak pojawienie się grup zwanych obozami było początkiem końca klanów, tak burchanizm głoszący tożsamość panałtajską zastępował nią tożsamości obozowe i spajał ich członków w jeden naród.
Walka z szamańską przeszłością, na której zwalczaniu skoncentrowano się bardziej niż na podkreślaniu niechęci do Rosjan czy ałtajskich chrześcijan, była swoistą wojną o rząd dusz i nową formę. Nieco ironiczny jest fakt, że Biała/ Czysta religia (jak nazywali burchanizm jego wyznawcy) inspirowała się szamańskimi zwyczajami i mitologiami. Oprócz tego źródłem inspiracji było także prawosławie - zarówno oficjalne jak i starowiercze. Wpływy te widać choćby w ewolucji w stronę henoteizmu, nadawaniu nowych imion konwertytom (jak na chrzcie), czytanie modlitw na stojąco, zakaz małżeństw z innowiercami, wiara w moc specjalnie przygotowanej wody (woda święcona) czy motyw cnotliwych córek (prorokinie). Zdarzało się także czczenie ikon. Niechęć do tytoniu była zaś bardzo silna u starowierców
Rosyjscy myśliciele i artyści dopatrywali się w burchanizmie wpływów głównie buddyjskich, które wielu z nich fascynowały. Ile w tym prawdy, do końca nie wiadomo, zwłaszcza, że mowa tutaj o osobach, które często były fanami buddyzmu i uważały wręcz, że z niego wywodzą się wszystkie zachodnie tradycje religijne - więc widzieli buddyzm wszędzie. Ludzie z otoczenia Czeta faktycznie byli w kontakcie z mongolskimi buddystami, niektórzy mieli nawet epizody w ich klasztorach. Słynny Mikołaj Roerich uważał, że Burchan to tak naprawdę Budda. Interpretacja ta spodobała się później niektórym wyznawcom burchanizmu - część z nich głosiła nawet, że ich wiara to oryginalna, prawdziwa forma tej religii, zniekształconej na przestrzeni dziejów. Już pod koniec XX wieku doszło nawet do kontaktów części burchanistów z japońskimi buddystami, którzy odwiedzali Ałtaj.
Rozwój burchanizmu był dynamiczny, ale religia ta nie wyparła do końca szamanizmu, który również ewoluował i przystosował się do nowych warunków. Burchanizm miał swoje pięć minut w czasie rosyjskiej wojny domowej, gdy część Ałtaju stała się samodzielnym tworem politycznym, na czele którego stanął Grigorii Gurkin, socjalista i burchanista. Jednym z jego planów była odbudowa chanatu Dżungarskiego jako niezależnego państwa, które mogło ziścić burchanistyczny ideał. Gurkin i jego ludzie byli jednak za słabi, żeby zrobić to sami i dlatego sprzymierzyli się z Kołczakiem przeciwko bolszewikom. Jak nietrudno się domyśleć, nie skończyło się to dla nich dobrze. Zwycięska Armia Czerwona rozniosła Ałtajczyków na bagnetach, a ich terytoria włączono do utworzonego w 1922 roku Ojrockiego Obwodu Autonomicznego, na którego terenach szybko ruszyła antyreligijna kampania.
Do 1930 roku na terenie Ałtaju nie było już żadnej cerkwi prawosławnej ani miejsc kultu burchanistów. Najdłużej ostał się szamanizm z racji faktu, że nie polegał on na hierarchii i instytucji. Burchanizm został całkowicie wymazany, łączność z Czetem i jego prorokinami zerwana. Jedyne zapiski o religii, jakie przetrwały, to te sporządzone przez rosyjskich badaczy, poszukiwaczy ezoterycznej “Mądrości Wschodu” i notatki sowieckich komisarzy stojących za akcją walki z religią. Mimo to, na fali pierestrojki, a potem rozpadu sowieckiego imperium, część nacjonalistycznie nastawionej inteligencji ałtajskiej zainteresowała się burchanizmem i powzięła szereg inicjatyw mających go reanimować. Wielu z reanimatorów nawet nie ukrywa, że w reanimacji nie chodzi o żadnych bogów i duchy, a o czynnik mogący spajać Ałtajczyków jako odrębny naród, mający ich chronić przed dominacją kultury rosyjskiej.
Wskrzeszonych burchanizmów jest kilka i potrafią się one od siebie różnić. Między ruchami brak zgody co do tego czym jest ich religia i na czym dokładnie ma się zasadzać. Obok ludzi traktujących ją jako etniczną wiarę (a więc nieważne w co się wierzy, ważne, że w co innego niż prawosławni Rosjanie i muzułmańscy Kazachowie) są osoby z bardziej duchowym zacięciem. Duża część z nich opowiada się za rozumieniem burchanizmu jako wspomnianego już “ałtajskiego buddyzmu”. Buddyzm ma ich łączyć z Mongołami, z którymi kiedyś dzielili państwo. Silnym nurtem jest także ten, który interpretuje burchanizm jako ałtajską wariację religii starożytnych stepowych nomadów (głównie tureckich), określanej zbiorczym mianem tengryzmu. To z kolei często wiąże się z szukaniem porozumienia z innymi tureckojęzycznymi grupami i zapewnieniem sobie ich wsparcia. W tej interpretacji Burchan to po prostu Tengri.
Nowe “burchanizmy” nie tępią już zwyczajów szamańskich, a raczej starają się je przejmować jako autentyczne i organiczne dziedzictwo Ałtajczyków (w przeciwieństwie do nowych wcieleń burchanizmu). Zarówno nurt tengryzmu jak i buddyjski nie ma z tym żadnych problemów, a ten pierwszy nawet uważa to za coś pożądanego. Nemezis współczesnych burchanistów są misjonarze muzułmańscy i chrześcijańscy. Przy czym najbardziej nie lubi się prawosławnych. Wspólnoty rdzennych Ałtajczyków, które są prawosławne (jak np. prawie cały rejon Ułgański), często postrzega się jako zdrajców i totalnych odstępców. Bardziej przychylnym okiem patrzy się na działalność misyjną Świadków Jehowy czy Adwentystów, ale najbardziej pożądane jest, oczywiście, aby Ałtajczycy wyznawali właśnie burchanizm. A który i na czym dokładnie ma on polegać? To wciąż kwestia otwarta.
Religioznawca z zamiłowania, w chwilach wolnych od czytania i zastanawiania się nad fenomenem wiary religijnej pracuje jako QA. Pisze głównie o historii religii i wierzeń.
► Filatov Sergei, “Altai Burkhanism Faith or a Dream of Faith?” w "Anthropology & Archeology of Eurasia", 39:4, 76-91
► Znamenski Andrei, "POWER OF MYTH - POPULAR ETHNONATIONALISM AND NATIONALITY BUILDING IN MOUNTAIN ALTAI, 1904-1922" w "AZCTA SLAVICA IAPONICA", TOMUS 22
► Znamenski Andrei, "Power for the Powerless - Oirot/Amursana Prophecy in Altai and Western Mongolia, 1890s-1920s" w "Études mongoles et sibériennes centrasiatiques et tibétaines", vol 45
*. Kałmucy to potomkowie właściwych Ojratów, czyli zachodnich Mongołów
**. Rzeczony Starynkiewicz to syn “naszego” Sokratesa, prezydenta Warszawy
***. Dynastia Qing to pochodząca z Mandżurii dynastia rządząca Chinami od XVII wieku do upadku monarchii w wieku XX.
****. Inorodcy to rosyjskie określenie o różnych znaczeniach, ale generalnie chodziło tutaj o niesłowiańską ludność imperium, która była, w większości przypadków, inaczej kategoryzowana prawnie, miała inne obowiązki etc.
*****. Biełucha to nazwa najwyższego szczytu rosyjskiego Ałtaju
******. albo, jeśli nie są w stanie przestać - aby mieszali go z korą brzozową. Jak widać nadprzyrodzona istota zdawała sobie sprawę z siły tego uzależnienia i nie wymagała cudów od swoich wyznawców.
*******. w skrócie i uproszczeniu - kult jednego głównego bóstwa, którego istnienie nie wyklucza jednak istnienia innych sił nadprzyrodzonych. Często są one zresztą uznane za jakąś formę emanacji głównego bóstwa.