logoDasz Wiarę?

Dasz wiarę? Odcinek 9.

Papieska edycja limitowana, czyli agnuski.

Autor: Luvencedus, Opublikowany: 2016-07-21, Zobacz na Wykopie

Jeszcze 50 lat temu wśród katolików jedną z najbardziej pożądanych relikwii był tzw. Agnusek– woskowy medalion z wizerunkiem baranka (łac. Agnus Dei - Baranek Boży), osobiście pobłogosławiony przez papieża. Ten kawałek wosku miał być pośrednikiem i katalizatorem Bożej łaski, chronić od śmierci i nieszczęść, zapewniać bezpieczną podróż i bujne plony. Przez 1000 lat wiara w jego moc nadała mu rangę potężnego amuletu, a otrzymać Agnuska, to jak wygrać z rakiem (i to czasem dosłownie).

Motyw Baranka Bożego ze średniowiecznego kościoła w Chorwacji

Tradycja Agnusków sięga do pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to po Wielkanocy rozdawano wiernym pokruszone kawałki paschału z poprzedniego roku. Z czasem chętnych na takie upominki było coraz więcej, zaczęto więc odciskać figurki baranka z mieszaniny wosku i olejów. W końcu przez wyjątkowość tych dewocjonaliów ustaliła się tradycja, że medaliony (czy też figurki) święci tylko papież i tylko co 7 lat. Taka praktyka sprawiła, że popyt na Agnus Dei rósł – w XV wieku zużywano do produkcji ok.12 kg wosku, wiek później produkcja wzrosła do 200 kg, a papież Juliusz II (1503-1513) święcił Agnuski o łącznej wadze ponad 600kg! Szybko więc zaczęły pojawiać się w całej Europie podróbki tworzone przez co sprytniejszych biskupów, szlachciców czy aptekarzy, ciesząc się niemałym zyskiem. Powstał również proceder przywożenia do Rzymu własnych Agnusków, które miały być święcone razem z oficjalnymi, wyprodukowanymi przez Stolicę Piotrową. Podczas drugiego święcenia medalionów przez Juliusza II tłum napierający z koszami pełnymi Agnusków był tak duży, że rozwścieczony papież odmówił święcenia jakichkolwiek przedmiotów. Potem uległ i nakazał święcenie jednemu ze swoich duchownych, który miał ręce pełne roboty aż do wieczora następnego dnia. Kolejni papieże z XV i XVI wieku w odpowiedzi na takie procedery wydawali zakazy i bulle, które wyrugowały podróbki z rynku i wzbudziły jeszcze większe pożądanie posiadania papieskiego oryginału. Z upływem czasu były też one coraz bardziej zdobione i przyjmowały formę małych dzieł sztuki.

W XVI wieku odkryto rzymskie katakumby. Było nie lada wydarzenie i odbiło się również na produkcji Agnus Dei – zaczęto dodawać do nich pył z katakumb, które były miejscem spoczynku męczenników. Wtedy zaczęto traktować Agnuski na równi z relikwiami i często lądowały one w relikwiarzach obok kości świętych. Moc Agnusków także wzrosła – modlitwa poświęcenia medalionów wprost wymienia nieszczęścia przed którymi Agnus Dei zapewniały ochronę (w kolejności w modlitwie): gradobicie, huraganowe wiatry, gwałtowne burze, pioruny i nawałnice, pokusy i podstępy szatana, napaść złych ludzi, zepsute i morowe powietrze, padaczka, nieszczęścia na morzu, wylewy rzek, pożar, niegodziwość ludzka, nieszczęścia w połogu, fałszywe oskarżenia i napastliwość złych duchów. Z czasem przyjął się zwyczaj dołączana do Agnusków certyfikatów autentyczności oraz „broszurki” zawierającej spis doczesnych i wiecznych łask otrzymywanych za sprawą woskowych relikwii. Mimo, że Kościół przestrzegał, żeby nie traktować tych medalionów w sposób magicznych, powszechna była praktyka wieszania ich w oborach, zakopywania na polu, zabierania ze sobą na rozprawę sądową czy zanurzana w wodzie. Okruchy Agnusków były też spożywane i miały być panaceum na wszelkie choroby.

Mozaika z Barankiem Bożym z kościoła w Rawennie

Ostatnie agnuski poświęcił Paweł VI w 1964r. pod koniec obrad Soboru Watykańskiego II, który zniósł ten i inne starodawne katolickie zwyczaje. Obecnie niewielu katolików zdaje sobie sprawę z istnienia takiej tradycji, a Agnuski najczęściej można spotkać w muzeach jako dzieła sztuki. Warto więc, zobaczywszy gdzieś taki medalion, przypomnieć sobie o cudowniej mocy, którą niegdyś posiadał.