logoDasz Wiarę?

Dasz wiarę? Odcinek 2.

Polska myśl teologiczna, czyli mariawityzm.

Autor: Luvencedus, Opublikowany: 2016-05-11, Zobacz na Wykopie

Polska w obiegowej opinii zwykle jawi się jako kraj jednolity religijnie, w większości rzymskokatolicki. Nawet dawniej, kiedy polska ziemia była domem dla wyznawców różnych religii, nie była nigdy świadkiem narodzin nowej wiary. Ten stan utrzymywał się aż do roku 1893, kiedy to katolicka zakonnica Maria Franciszka Kozłowska doznała mistycznego przeżycia. Był to początek jedynego rdzennie polskiego wyznania, które rozprzestrzeniło się po świecie.

Feliska Kozłowska, franciszkańska zakonnica, była jedną z podopiecznych ojca Honorata Koźmińskiego, późniejszego katolickiego błogosławionego, który zakładał tzw. ukryte zgromadzenia zakonne w Królestwie Kongresowym - rosyjskie prawo bowiem uniemożliwiało wówczas jawne prowadzenie zakonów. Feliksa, za zgodą ojca Honorata (swojego spowiednika) założyła w Płocku niewielkie Zgromadzenie Sióstr Ubogich św. Klary i przyjęła imiona zakonne Maria Franciszka. 6 lat później doznała objawienia, w którym Jezus przepowiedział potrzebę duchowej odnowy świata i Kościoła poprzez przyjęcie Bożego miłosierdzia i adorację Najświętszego Sakramentu. Jezus polecił także założyć Zgromadzenie Kapłanów Mariawitów (od „Mariae vita imitans” – naśladowanie życia Maryi) , które miało dać początek odnowie moralnej wśród duchowieństwa. Ojciec Honorat pochwalił tę ideę, a sam nakazał zakonnicy spisywać swoje objawienia i zdawać z nich relację, co jest standardową procedurą w tego typu przypadkach (historia i objawienia były bliźniaczo podobne do tego, co niecałe 40 lat później przydarzyło się św. siostrze Faustynie). Zgromadzenie, działające niejawnie, zyskiwało w swoich szeregach coraz więcej kapłanów, którzy szerzyli kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

Mateczka Kozłowska

Przestrzegali oni nowych zwyczajów, takich jak zakaz żądania opłat za usługi duchowe, gdyż taksy za sakramenty były wtedy na porządku dziennym. Jednocześnie prowadzili działania, które zapewniły im dużą popularność wśród proletariatu: zakładali kasy pożyczkowe i warsztaty produkcyjne oraz tworzyli spółdzielnie robotnicze, sprzedawali również dewocjonalia. Uzyskane w ten sposób pieniądze zainwestowali m.in. w grunt w Felicjanowie pod Płockiem i zbudowali tam przyczółek. Skupieni wokół Marii Franciszki zaczęli nazywać ją Mateczką i otaczać niezwykłym szacunkiem, graniczącym wręcz z czcią do tego stopnia, że miała ona pozwolenie uczestniczyć w publicznych „spowiedziach” kapłanów. Oficjalnie było to powodem, dla którego księża otrzymali od przełożonych zakaz głoszenia nauk, a o. Honorat odmówił Kozłowskiej spowiedzi. W odpowiedzi Mateczka powołała delegatów , którzy mieli przedstawić lokalnym biskupom teksty objawień i założenia przyświecające Zgromadzeniu. Biskup lubelski i arcybiskup warszawski pisma te odrzucili (również dlatego, aby nie narażać się na reperkusje, gdyż cały czas było to zgromadzenie nielegalne według rosyjskiego prawa), natomiast biskup płocki Jerzy Szembek, zaniepokojony intensywnym rozwojem grupy, zarządził tajny proces kanoniczny, przesłuchał mariawitów i wysłał dokumentację do Kongregacji Inkwizycji Stolicy Apostolskiej (w tym samym czasie Szembek krytykował również działania bł. o. Honorata).

Mateczka widząc nieprzychylność ze strony polskich hierarchów i idąc za radą samego Jezusa, wraz z grupą kapłanów udała się do Rzymu, aby bezpośrednio przedstawić sprawę papieżowi. W trakcie ich podróży zmarł papież Leon XIII, należało więc poczekać na wybór następcy. W tym czasie Mateczka otrzymała kolejne objawienie, według którego jeden z zaufanych księży – Jan Maria Michał Kowalski miał otrzymać pełnię władzy. I tak obecni w Rzymie kapłani wraz z Mateczką wybrali Kowalskiego na przełożonego Zgromadzenia. Kiedy na tron Piotrowy został wybrany Pius X, delegacja uzyskała audiencję i przedstawiła swoje racje. W zamian otrzymała od papieża zapewnienie rzetelnego zbadania sprawy i błogosławieństwo. Pewni siebie mariawici rozpoczęli ogromną kampanię, przekonując do siebie kolejnych wiernych i duchownych, a niekiedy całe parafie. Ku ich rozczarowaniu miesiąc po powrocie Mateczki z Rzymu, w 1904r. Kongregacja Inkwizycji wydała dekret, który rozwiązywał Zgromadzenie, odrzucał objawienia jako fałszywe, a samej Mateczce nakazywał zerwanie kontaktów z kapłanami i udanie się w miejsce odosobnienia. Głównym bodźcem do podjęcia takiej decyzji miała być wspomniana opinia biskupa Szembka, w której przedstawione zostały błędy mariawitów. Nie wiadomo jednak jakie dokładnie, gdyż oficjalnie nie oskarżono wtedy Zgromadzenia i Mateczki o herezję, a sam list Szembka zaginął i nie został do dzisiaj odnaleziony.

Ołtarz z Maryją i Kozłowską

Kozłowska usunęła się z życia publicznego, a duchowni powrócili do normalnej posługi, jednocześnie ponawiając starania o legalizację Zgromadzenia, gdyż całą sprawę uznawali za fatalne nieporozumienie. Tymczasem w prasie i podczas kazań wylewały się ataki i oszczerstwa na temat Mateczki, a kapłani byli dyskryminowani w swoich parafiach. Zaczęły się zamieszki o prawa do własności świątyń między katolikami a zwolennikami mariawitów. Część wiernych w odpowiedzi na szykany wypowiedziała posłuszeństwo biskupom. Nie ustawały petycje do Rzymu, wysłane zostały kolejne delegacje do papieża, przedstawiające szlachetność mariawitów i zepsucie kleru polskiego. Według przeciwników Zgromadzenia, podczas jednej z audiencji ks. Kowalski wraz z innymi mariawitami zażądał od Piusa X oficjalnego uznania „posłannictwa Mateczki i jej największej świętości”. Według samych mariawitów papież wielokrotnie przekonywał o rychłym i pozytywnym rozpatrzeniu sprawy. Tak czy inaczej w 1906r. Pius X wydał encyklikę, w której podtrzymał dekret Kongregacji Inkwizycji. W odpowiedzi kapłani mariawiccy, zachęceni przez rady samego Jezusa z kolejnych objawień, ogłosili prawdę wiary, iż Bóg uczynił Mateczkę równie świętą co Matkę Bożą i że w ręku Mateczki jest całe zbawienie. Skutkiem tego było ogłoszenie ekskomuniki Kozłowskiej (jako pierwszej kobiety imiennie wyklętej w dziejach chrześcijaństwa) i ks.Kowalskiego oraz wszystkich, którzy utrzymują z nimi kontakty. W ten sposób powstał Kościół Katolicki Mariawitów. Szybko postarano się o akceptację władz rosyjskich (po 1905r. wyznawano w Rosji zasadę tolerancji i legalizowano nawet najmniejsze sekty). Z drugiej strony ubiegano o uzyskanie sukcesji apostolskiej. Biskupi starokatoliccy (nieuznający dogmatu o nieomylności papieża) zrzeszeni w Unii Utrechckiej wyświęcili ks.Kowalskiego na biskupa i przyjęli mariawitów do Unii Kościołów Starokatolickich. Zmieniono także nazwę na Kościół Starokatolicki Mariawitów - liczący ok. 50 tys. (wg. niektórych szacunków 250tys.) wiernych, z abp. Kowalskim na czele, na którego przepisano znaczną większość dóbr kościelnych i ziem. Budowano kolejne kościoły i kaplice - mariawici na początku lat 20. XX w. posiadali 44 kościoły murowane, 33 drewniane, 14 kaplic, 25 szkół i inne dobra.

Kowalski był gorącym zwolennikiem Mateczki, nazywanej odtąd Założycielką. Jeszcze za jej życia chciał wprowadzić jej imię do tradycyjnych modlitw, czemu Kozłowska surowo się sprzeciwiła, mając jeszcze nadzieje na pojednanie z Rzymem - bowiem mariawici nie odrzucili formalnie dogmatu o nieomylności papieża. Dopiero 5 lat po ekskomunice Jezus objawił Mateczce, że ten dogmat jest fałszywy. Zaczęto więc formować własny kościół – uproszczono liturgię, wprowadzono do niej język polski (60 lat póżniej to samo wprowadził Kościół Rzymskokatolicki), a Mateczka ogłaszała kolejne objawienia, które otrzymywała aż do śmierci. Oznajmiła, że niektóre fragmenty Pisma Świętego mówią bezpośrednio o niej. Ponadto przepowiedziała, że świat zostanie dotknięty kataklizmem i tylko ci, którzy wpiszą się do Księgi Żywota złożonej w płockiej katedrze (głównej siedzibie mariawitów ), unikną ognia piekielnego. Dodatkowo wszyscy kapłani, również mariawici, na skutek grzechów utracili moc oddziaływania na dusze ludzkie, więc wszelkie sakramenty i nawrócenia pozostają tylko zasługą Jezusa.

Katedra mariawicka w Płocku

W 1921r. Mateczka zmarła na skutek wycieńczenia od długotrwałych postów. Abp. Kowalski posiadał nadany przez nią wielki autorytet, mógł więc wprowadzać reformy według swojego upodobania. Uważany był nawet za przepowiedzianego słowiańskiego papieża, jako że został wybrany w Rzymie podczas wakatu na tronie Piotrowym. Tuż po śmierci Założycielki Kowalski od razu ogłosił ją świętą i zaczął gorliwie wprowadzać jej kult, czemu sama zainteresowana nie mogła już się sprzeciwić. Arcybiskup zaczął doznawać własnych wizji, w skutek których ogłosił, że Mateczka przez swoje życie i cierpienie dopełniła ofiary Chrystusa, jest więc z nim obecna w Eucharystii. Uznał ją za obiecane wcielenie Ducha Świętego, Jezusa ze wcielenie Słowa, a Maryję za wcielenie Boga Ojca, wprowadzając tym samym całkiem inne rozumienie Trójcy Świętej. Ogłosił, że msza święta sprawowana w stanie grzechu księdza lub za pieniądze jest nieważna. Zniósł celibat księży i wprowadził tzw. małżeństwa mistyczne między księżmi a zakonnicami. Dzieci z tych małżeństw miały wykazywać się ponadprzeciętnymi zdolnościami i być poczęte bez grzechu, gdyż Duch Święty sprawiał, że dziewictwo zakonnic zostaje naruszone dopiero w momencie porodu. Sam Kowalski ożenił się z Antoniną Marią Izabelą Wiłucką, przełożoną sióstr mariawitek i osobiście aranżował inne małżeństwa, a odmowa miała skutkować wyrzuceniem ze wspólnoty. Arcybiskup poszedł o krok dalej – wprowadził najpierw kapłaństwo kobiet i swoją żonę wyświęcił na arcybiskupkę, a następnie zniósł stan duchowny w ogóle, wprowadzając kapłaństwo ludowe, w którym każdy świecki może udzielać sakramentów, gdyż i tak dokonuje ich sam Jezus.

Mimo, że wszystkie te reformy miały być Kowalskiemu cudownie objawione, wywoływały coraz większe fale wzburzenia nie tylko wśród wiernych. Władze II RP wielokrotnie wytaczały procesy przeciwko Arcybiskupowi, który był oskarżany o bluźnierstwa i lżenie Kościołowi Rzymskokatolickiemu. Z kolei wierni, którzy nie zgadzali się z reformami bardzo często odchodzili do innych wspólnot. Ostatecznie kapituła księży i biskupów zebrana w katedrze mariawickiej w Płocku odebrała władzę Kowalskiemu wysyłając go do klasztoru w Felicjanowie wraz z garstką popleczników, jednocześnie ustanawiając władzę synodalną i wybierając nowego biskupa naczelnego. Powrócono do stanu sprzed reform, uznając Mateczkę za świętą, ale odbierając jej przymiot boskości. Kapłaństwo kobiet zachowano, ale tylko jako „instytucję prywatną” zakonnic, znosząc je całkowicie kilka lat później na skutek nacisków innych kościołów starokatolickich. Pozostawiono nazwę Starokatolickiego Kościoła Mariawitów. Tymczasem Kowalski w Felicjanowie ogłosił, że synod działa bezprawnie i założył swój własny kościół pod nazwą z czasów Mateczki - Kościoła Katolickiego Mariawitów, który zachowywał wszystkie wprowadzone zmiany. Odtąd istnieją dwie denominacje – felicjanowska (reformowana) i płocka (konserwatywna). Abp. Kowalski został zamordowany przez Niemców w zakładzie eutanazji niepełnosprawnych w Dachau, po jego śmierci zwierzchnictwo nad kościołem przejęła jego żona, Arcykapłanka Antonina Wiłucka-Kowalska. Został ogłoszony świętym przez nurt felicjanowski (tak jak później Arcykapłanka).

Klasztor mariawitów w Felicjanowie

Obecnie odłam płocki liczy ok. 25 tys. wiernych i 23 duchownych, jego główną siedzibą jest katedra w Płocku, innymi dużymi ośrodkami są Łódź czy Warszawa. Odłam felicjanowski liczy 2 tys. wiernych i 11 duchownych (w tym 8 kobiet), główną siedzibą kościoła jest klasztor w Felicjanowie. Ponadto istnieją kościoły mariawickie we Francji, Niemczech, Ameryce Północnej, Argentynie czy Kamerunie, wywodzące się z obu nurtów. Mariawici nurtu płockiego prowadzą działania ekumeniczne zarówno z Kościołem Katolickim jak i mariawitami felicjanowskimi. Oba odłamy mariawickie szukają kompromisu dotyczącego kontrowersyjnych decyzji Kowalskiego - mariawici płoccy zauważają, że niektóre jego sformułowania były niefortunne, ale nie ma w nich znamion herezji. Hierarchowie katoliccy natomiast coraz częściej przyznają, że traktowanie Mateczki i Zgromadzenia na początku działalności było niewłaściwe, co jest traktowane jako pierwszy krok do zbliżenia obu kościołów.